Wpisy archiwalne w miesiącu

Wrzesień, 2017

Dystans całkowity:351.54 km (w terenie 165.00 km; 46.94%)
Czas w ruchu:21:23
Średnia prędkość:16.44 km/h
Liczba aktywności:7
Średnio na aktywność:50.22 km i 3h 03m
Więcej statystyk

Szlak Orlich Gniazd - kolejna wyrypa

Sobota, 30 września 2017 · Komentarze(0)
Jakiś tydzień wcześniej uznaliśmy z Krzyśkiem aby pojechać na jakąś dłuższą turystyczną trasę i obaj myśleliśmy o Jurze. Ruszam rano i jest bardzo zimno, ale udaje mi się wybrać taki ubiór aby nie mieć problemu z wożeniem go w nerce. Wsiadam do pociągu i dzwonię do Krzycha i dowiaduje się, że on mi wysłał MMS'a którego mój tel nie odebrał z rozkałdem i aby jechać późniejszym. No cóż szybko zdecydowałem że na Dąbrowie wysiadam i albo pójdę pokręcić albo wyjadę mu naprzeciw. Odjechałem jakieś 3km od stacji pod Kaufland ale coś niebardzo mi się wydawało aby to miał być ten sklep pod którym sie umówiliśmy, zawracam i spotykamy się przy Intermarche. Podróż pociągiem odbyła się sprawnie, wysiadamy z pociągu na stacji Częstochowa Raków i wita nas nieśmiało przebijające się przez mgłę słoneczko.
Zamiast jechać terenami jak ostanio początek wybieramy asfatowy i zdaje się że zaoszczędziliśmy dobry kawałek czasu. Do Olsztyna dojeżdżamy nieco inaczej omijając wysoką górkę. Wpadamy do sklepu i kupujemy dobroci aby je zaraz zjeść na skałkach. Potem wybieramy się poszukać dobrej ścianki, którą zamierzamy zjechać do szlaku i wpadamy na taką, którą co niektórzy na zlocie sprzed kilku lat odpuścili. Faktycznie wyglądała dziś stromo i u dołu luźne kamienie, ale spokojnie dało się zjechać. Zaczyna się fajna część szlaku gdzie na dłuższy czas pojedziemy lasem z kilkoma lajtowymi zjazdami a potem płaskimi szutrami aż do Złotego Potoku.
Zaraz za nim jest fajny odcinek szlaku, po liściach był mega klimacik ale przeszkadzali piesi turyści, których dziś było jakoś wyjątkowo dużo i to na całym szlaku i mijanych przez nas mieścinach.
Mirów i Bobolice również bez długiego postoju, dopiero na górze Zborów siadamy na nieco dłużej a mnie już odcinało, na szczęście batonik pomógł i dałem radę aż do sklepu przy którym zrobiliśmy długi popas z Cocacolą. Słońce wyraźnie niżej ale czasu jeszcze wystarczająco dużo, jedziemy przez mniej ciekawą część gdzie sporo asfaltów i omijamy nieciekawy teren prowadzący przez puste pole. Przed Ogrodzieńcem szlak przypomniał nam swoje piaszczyste oblicze, odcinek hymmm... dwu a może i więcej kilometrowy po wciągającym piasku zmęczył, na szczęście do Podzamcza jest już stąd niewiele a to znaczy dla nas koniec ze Szlakiem Orlich Gniazd a początek asfaltowego powrotu do domu. Trasa powrotna przebiegła sprawnie, tempo jak na tyle kilometrów było równe i co jakiś czas zmienialiśmy się na czele. W okolice Krzyśka dojechaliśmy jeszcze zanim zrobiło się wyraźnie szaro, mi pozostało jeszcze jakieś 20km.
Zdjęć dziś jak na lekarstwo, te z terenu mdłe i nijakie więc pokazuję jakim industrialnym widokiem rozpoczęła się dzisiejsza trasa

Trasy Enduro Srebrna Góra

Niedziela, 24 września 2017 · Komentarze(0)
Mimo niesprzyjającej pogody zbieramy się pokręcić na sławnej miejscówce, jest mokro po opadach i do tego czasem jeszcze coś kropi.


Ruszamy tak jak wczoraj terenem, szybko osiągamy najwyższy punkt i po szerokiej kamienisto-szutrowej drodze zjeżdżamy do mieściny. Krzysiek prowadzi tak aby dojazd był bardziej atrakcyjny, po drodze widzieliśmy ciekawą ściankę i jechaliśmy wielkim murowanym mostem. Na miejscu prócz nas było niewiele osób, podjeżdżamy tak jak tarpan i atakujemy trasę. Na górze dość stroma i w takich mokrych warunkach jechałem bardziej asekuracyjnie, niżej lepiej bo szybciej ale czegoś brakowało. Kolejny podjazd robimy przygotowaną trasa, ja do takich nic nie mam bo włącza się autopilot i jak się zamyślę to jadę nie przejmując się ile czasu się traci i ile więcej muszę jechać. Kolejny zjazd przyniósł inny klimacik, było kilka drewnianych najazdów ze skoczniami jeden za drugim, korzenna ściana o bardzo dużym nachyleniu, singielek oraz kilka hopek, które trzeba pokonać z nie za małą prędkością.

Zjechaliśmy do centrum tras, chwilę odpoczęliśmy i wracamy głównie asfaltem do Wilczej. Na zakończenie pamiątkowe foto

Okolice Wilczej

Sobota, 23 września 2017 · Komentarze(0)
Wczoraj po pracy przyjechałem z rowerem do domku letniskowego Dawida. Plan był taki aby z Krzyśkiem pojeździć po okolicach oraz oczywiście w Srebrnej Górze na przygotowanych trasach. Dziś wstaliśmy dosyć późno i pogoda nie była najlepsza więc ruszyliśmy pod koniec dnia na małą rundkę, spod domku od razu ciśniemy do góry polem i w las, Krzysiek już ogarnął gdzie i jak. Kombinowaliśmy jak zrobić rozsądną pętelkę, ale gdzie by nie próbować to albo duży zjazd na który nie chcieliśmy się pisać bo ile potem będzie pod górę, albo jakieś bagna albo... Albo panowie ze strzelbami uświadamiają nas, że wjechaliśmy na rykowisko. W ogóle jedziemy i z daleka koleś gestem nas zatrzymał, podszedł i mówił szeptem kładąc palec na usta, że gdzie my to jeździmy, zdziwiony że ktoś mógł wjechać rowerem w las. Zabronił bo spłoszymy zwierzynę wiec nie wdając się w dyskusję odpuśliliśmy i zawracamy. Skrzyżowanie na którym próbowaliśmy różnych kierunków daje nam ostatnią możliwość aby nie wracać się tą samą trasą, którą przyjechaliśmy. Dzień się prawie kończył i wjechaliśmy w ciemny las, odpaliliśmy latarki aby wrazie czego ktoś nas odróżnił od zwierzyny zanim naładuje śrutu w dupy. Troszkę dalej spotykamy kolejnego gostka ze strzelbą i choć przyznał, że spłoszyliśmy cel to był wyrozumiały i na pytanie Krzyśka gdzie zjechać do mieściny nakierował nas. Zjechaliśmy na prywatne pole i cichaczem obok czyjegoś domu wpadamy na asfalt troszkę wyżej niż domek Dawida więc wyszło idealnie

Nocne Jaworzno

Poniedziałek, 18 września 2017 · Komentarze(0)
Kategoria Night Ride
Wpierw na traskę w Brzęczkowicach, wzdłuż Przemszy do wiaduktu kolejowego. Po przedostaniu się na drugą stronę kierunek przeciwny i też wzdłuż Przemszy. Przez Jęzor do osiedla Stałego, Geosfera i baza Nurków. Powrót podobny ale z Stałego jadę ścieżką rowerową do domu.

Wierzysko freeride

Niedziela, 10 września 2017 · Komentarze(0)
Wybrałem się na dłuższe kręcenie, celem była trasa w Wyrach nazywana Wierzyskiem. Na sanym początku standardzik przez Wesołą w kierunku Murcek. Dalej leśnymi ścieżkami do Zamościa i jakimś tam szlakiem do Jaroszowic i przez Urbanowice do Tychów. Przejeżdżam przez miasto na Suble aby chwilę spędzić na pumptracku. Jadę w stronę ogródków działkowych i lasem na Wyry, odpalam sobie mapy googla i rzucam pinezkę aby sobie samemu wybrać drogę. Docieram na miejsce i szukam bo kordy jakie ktoś podał wskazują prawie sam dół górki, ale idę na szczyt i odnajduję. Jest kilka linii każda z czymś innym, ogólnie wrażenie fajne ale niektóre elementy przesadzone z lądowaniem prawie na płasko. Jak wypróbowałem kilka w zasięgu wzroku to poszukałem dalej i jest jeszcze na innym stoku taki duży obszar gdzie jest mnóstwo hopek stolików itp. tylko że woda nie ma gdzie odpływać i największe wybicia toną w błocie.
Powrót nieco inny aby się nie nudziło, ale był to jedynie kilkukilometrowy fragment między Wyrami a Tychami. Jadąc do Urbanowic daję ostro w korby na asfalcie, miałem już wykręcone 70km i jeszcze sporo sił. Ale jak dojechałem do Lędzin to już był lekki kryzys, podjechałem na Klimont by tam się zregenerować na ławce, przy okazji koleś swoją głupotą mnie rozbawił: Podjechał z kobietą na rowerach i udaje znawcę topografi, patrząc w stronę Mikołowa/Łazisk mówi mniej więcej tak: "A tam ta płaska górka taka ścięta to elektrociepłownia Bełchatów.. ale widoczność, co najmniej 200km". Patrzał na hałdę w Łaziskach Górnych przy której dziś byłem, w dodatku te jego Bełchatów jest w odległości 20km a najbliższe góry, które ledwo było dziś widać są 80km a ten wyjechał z 200km.
Zregenerowałem się ale bez szaleństw jadę równym tempem do domu. Na długiej prostej odpuszczam aby mieć siły na podjazd na Krasowach, z którym sobie dałem radę mimo sporego dystansu w nogach i ogólnego zmęczenia.

Brzęczki, Słupna, Morgi

Piątek, 8 września 2017 · Komentarze(0)
Przez traskę na Brzęczkowicach, między blokami spotykam ekipę Debesia to sobie rzucamy cześć i jadę dalej. Przez Słupna i starym torowiskiem do drogi. Na ogóródki działkowe Rozalia i szutrem do góry na Morgi. Wpadam na remontowaną ulicę Wybickiego i jakoś odeszła mi chęć jazdy w stronę Wesołej więc zjeżdżam asfaltem do domu.

Krótka pętelka

Poniedziałek, 4 września 2017 · Komentarze(0)
Kategoria Night Ride
Musiałem pojechać gdzieś indziej niż zwykle bo zacząłem się powtarzać, ale traski na Brzęczkowicach sobie nie odpuściłem. Po niej jadę do lasu za osiedlem a tam po ostatnich wiatrach powalone drzewo, napociłem się ale usunąłem je na bok i mam dalej płynny przejazd. Udałem się na Kępę Bagieniokową, dalej lasem w stronę leśniczówki i od strony cmentarza do domu